Pracuję w hospicjum od sześciu lat i to jest najlepsza praca, jaką w życiu miałem, i nie mogę o tym nikomu powiedzieć.

Jestem pielęgniarzem. Mam czterdzieści lat. Wcześniej byłem jedenaście lat na oddziale wewnętrznym.

Kiedy mówię ludziom, gdzie pracuję, dzieje się jedna z dwóch rzeczy. Albo robią minę i mówią "o Jezu, ja bym nie mógł", albo mówią, że jestem święty. Obie te reakcje kończą rozmowę.

A prawda jest taka, że ja tam odnalazłem jedyny spokój, jaki mam.

Dlaczego, i spróbuję to powiedzieć dokładnie: na oddziale wewnętrznym wszystko było o czasie. Jedenaście lat pośpiechu, czterdziestu pacjentów, trzech pielęgniarek, i poczucia, że cokolwiek robię, robię za mało.

W hospicjum nikogo nie trzeba ratować. To brzmi okropnie i to jest dokładnie to, co daje mi powietrze. Mogę usiąść. Mogę siedzieć czterdzieści minut z kobietą, która chce mi opowiedzieć o 1974 roku, i to jest moja praca, a nie kradzież czasu.

Byłem przy stu kilkudziesięciu osobach w ich ostatniej godzinie. Nie wiem dokładnie ile, bo w pewnym momencie przestałem liczyć, i to był dobry dzień.

Nauczyłem się rzeczy, których nie da się nauczyć gdzie indziej: że prawie nikt nie mówi o pracy; że ludzie pod koniec chcą przede wszystkim, żeby ktoś potwierdził, że ich życie się wydarzyło; i że to nie są straszne pokoje, w większości jest tam bardzo cicho.

A w domu nie mogę o tym mówić. Moja żona się boi, kiedy zaczynam. Moja mama zmienia temat. Na imprezie u szwagra zapytali mnie, "jak tam w pracy", i powiedziałem: "dobrze, spokojnie", i wszyscy odetchnęli.

Jest tu ktoś z hospicjum albo z opieki paliatywnej? Jak wy o tym rozmawiacie z własną rodziną? Bo ja mam najlepszą pracę świata i jestem z nią całkiem sam.

wyświetleń56 komentarzy0 reakcji0
Odpowiedz wpisem

Czy to brzmi jak Twoja historia?

Twoja historia też tu należy. Bez nazwy, bez e-maila, bez niczego, co wskazuje na Ciebie.

Napisz swoją historię

Komentarze

Nie opublikowano jeszcze żadnych komentarzy.
Twój komentarz pojawi się od razu.