Pytanie praktyczne i proszę, nie piszcie mi, żebym "po prostu pogadała z siostrą" — rozmawiam z nią od siedmiu miesięcy. Mieszkanie po mamie jest spółdzielcze lokatorskie i boję się, że tracimy je obie.
Podaję wszystko, bo bez tego odpowiedzi będą nie o tym.
Mama zmarła 19 marca tego roku. Miała siedemdziesiąt osiem lat.
Mieszkanie: czterdzieści osiem metrów, dwa pokoje, blok z 1979 roku, spółdzielnia w mieście stu osiemdziesięciu tysięcy.
I tu najważniejsza rzecz, którą sprawdziłam w dokumentach, bo wszyscy w rodzinie mówili "mamy mieszkanie": to nie jest własność i to nie jest prawo własnościowe. W papierach jest napisane "spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu". Mama była członkiem spółdzielni od 1979 roku.
Z tego, co wyczytałam — i proszę mnie poprawić, jeśli się mylę — to prawo nie wchodzi do spadku i wygasa z chwilą śmierci członka. Do spadku wchodzi wkład mieszkaniowy. A osoby bliskie, które mieszkały z mamą, mają roszczenie o przyjęcie do spółdzielni i o to prawo, i to roszczenie trzeba zgłosić w ciągu roku od śmierci.
Czyli mamy termin: 19 marca przyszłego roku. Zostało pięć miesięcy.
Kto jest kto:
Ja, pięćdziesiąt jeden lat. Wyprowadziłam się w 1998 i mieszkam w innym mieście. Nie mam żadnego roszczenia do tego mieszkania i nie udaję, że mam.
Moja siostra, czterdzieści dziewięć lat. Wprowadziła się do mamy w 2019, kiedy mama zachorowała, jest tam zameldowana na stałe od 2020, opiekowała się nią do końca, i to jest prawda, i ja tej prawdy nie podważam.
Czyli to roszczenie ma ona. Nie ja.
Problem: siostra nie złożyła niczego. Siedem miesięcy. Ani do spółdzielni, ani u notariusza. Mówi: "to i tak nasze, nie dam się nikomu gonić".
Nie zrobiłyśmy też poświadczenia dziedziczenia ani nie byłyśmy w sądzie. Nic. Zero papierów od marca.
Moje pytania:
Pierwsze: czy ten roczny termin da się jakoś przywrócić, jeśli upłynie, czy on jest nieprzekraczalny? I czy zwykłe pismo do spółdzielni liczy się jako zgłoszenie roszczenia, czy jest do tego jakaś forma i trzeba czegoś dołączyć?
Drugie: jeśli siostra zgłosi i dostanie to prawo, co dzieje się z wkładem mieszkaniowym? Ja rozumiem, że wtedy wkład nie jest wypłacany spadkobiercom, i chcę wiedzieć, czy dobrze rozumiem, bo od tego zależy, czy ja w tej sprawie mam cokolwiek i czy w ogóle powinnam się odzywać.
Trzecie: czy ja, jako spadkobierczyni po mamie, mogę sama złożyć w spółdzielni jakiekolwiek pismo, które zabezpiecza wkład, skoro do samego mieszkania prawa nie mam?
Czwarte, pieniądze: mama zostawiła zaległy czynsz, cztery tysiące dwieście złotych z lat 2024-2025. Płacę to ja, od kwietnia, siedem miesięcy po sześćset dziesięć złotych, bo przyszło pismo z odsetkami i się przestraszyłam. Czy to jest dług spadkowy, który mogę rozliczyć, i jak się to dokumentuje — przelewami z moim tytułem?
Piąte i najważniejsze: czy ktoś to przeszedł? Prawo lokatorskie, śmierć mamy, rodzeństwo w środku, ten roczny termin. Co zrobiliście i w jakiej kolejności?
Dodam jedno, żeby było jasne: ja nie chcę wyrzucić siostry z tego mieszkania. Ona tam mieszka i niech tam mieszka. Ja chcę, żeby ona złożyła ten papier, bo mam wrażenie, że jak nikt niczego nie złoży, to spółdzielnia ogłosi przetarg i wyjdzie na to, że straciłyśmy obie, ona dach, a ja i tak nic.
Komentarze