Pracuję na kontrakcie w szpitalu i w zeszłym miesiącu miałem trzysta dwanaście godzin, i to nie jest powód do dumy.

Mam trzydzieści dziewięć lat. Jestem lekarzem, anestezjologiem, siódmy rok po specjalizacji.

Jak to wygląda: mam umowę kontraktową ze szpitalem powiatowym, drugi kontrakt z innym szpitalem na dyżury, i trzecie miejsce — prywatna klinika, dwa dni w miesiącu.

Trzysta dwanaście godzin to był listopad. Standardowy miesiąc to dwieście sześćdziesiąt do dwustu osiemdziesięciu.

Policzmy, bo liczba sama nic nie mówi: miesiąc ma około siedmiuset dwudziestu godzin. Odjąć sen, powiedzmy sześć godzin na dobę, to sto osiemdziesiąt. Zostaje pięćset czterdzieści godzin na życie, z czego trzysta dwanaście jestem w pracy.

Zarabiam bardzo dobrze. Nie będę pisał ile, ale to jest kwota, która zamyka większość dyskusji o tym, dlaczego to robię, i dlatego muszę napisać coś innego.

Robię to, bo nie ma kto.

W moim szpitalu jest nas czterech na oddziale, gdzie według norm powinno być siedmiu. Jeden ma sześćdziesiąt trzy lata. Jeśli ja zdejmę dwa dyżury w miesiącu, to ktoś z nich weźmie te dyżury, albo blok operacyjny stanie i odwołamy planowe zabiegi.

To nie jest szantaż ze strony dyrekcji. Dyrekcja jest bezsilna tak samo jak ja. To jest arytmetyka na poziomie kraju i ona nie zmieni się do mojej emerytury.

Co się ze mną dzieje:

W marcu, na dyżurze, w czterdziestej godzinie bez snu — bo tak, zdarza się, choć nie powinno — pomyliłem dawkę. Złapałem to sam, po dwóch sekundach, przed podaniem. Nic się nie stało pacjentowi.

Nie zgłosiłem tego nigdzie. Nie ma czego zgłaszać, formalnie — nie doszło do zdarzenia. I mam trzydzieści dziewięć lat i wiem, co to była za dwusekundowa przerwa.

Moja żona jest w trzecim miesiącu. Pierwsze dziecko.

W zeszłym tygodniu powiedziała mi przy śniadaniu zdanie, nad którym siedzę od tygodnia. Powiedziała: "Ty nie będziesz miał czasu, prawda?"

Nie zapytała. Stwierdziła.

I ja powiedziałem, że zmniejszę dyżury. Powiedziałem to już w 2021, kiedy braliśmy kredyt, i w 2023, i raz w zeszłym roku.

Jestem tu ludziom potrzebny i swojemu dziecku będę niepotrzebny, i to nie jest paradoks, to jest po prostu moje życie i ja sam je tak ustawiłem, podpisując trzy umowy.

Są tu lekarze? Jak zeszliście z godzin? Komu powiedzieliście nie i co się stało z oddziałem? I czy ktoś zszedł do jednego miejsca pracy i jak to wygląda finansowo po dwóch latach? Bo ja znam tylko kolegów, którzy wyjechali, i tych, którzy robią to co ja.

wyświetleń5 komentarzy0 reakcji0
Odpowiedz wpisem

Czy to brzmi jak Twoja historia?

Twoja historia też tu należy. Bez nazwy, bez e-maila, bez niczego, co wskazuje na Ciebie.

Napisz swoją historię

Komentarze

Nie opublikowano jeszcze żadnych komentarzy.
Twój komentarz pojawi się od razu.