Mój syn ma piętnaście lat, rzucił szkołę dla gier, i ja nie wiem, czy mam rację.
Jestem jego matką, mam czterdzieści jeden lat. Mam jeszcze córkę, siedem lat.
Sytuacja faktyczna: syn jest w pierwszej klasie liceum. Od września ma trzydzieści osiem godzin nieobecności nieusprawiedliwionych i cztery jedynki. W zeszłym tygodniu wychowawczyni powiedziała mi, że przy takim tempie nie zaliczy roku.
Co on robi: gra. Konkretnie — jest w składzie amatorskim w jednej z gier, grają w ligach, trenują wieczorami i w weekendy. On gra od dwunastego roku życia i jest, według tego, co widzę i co mówią inni, naprawdę dobry.
Nie siedzi sam w ciemnym pokoju i nie jest to obraz, który macie w głowie. On ma pięciu kolegów, z którymi rozmawia codziennie, ma strukturę, ma plan treningów, który sam sobie napisał w Excelu. Ma więcej dyscypliny w tej jednej rzeczy niż ja w swoim wieku miałam w czymkolwiek.
I ma piętnaście lat.
Co próbowałam, po kolei:
Zabrałam komputer we wrześniu. Na dziesięć dni. To był najgorszy tydzień w tym domu w życiu i nie opiszę go tutaj, a mój syn chudł i nie spał i nie dlatego, że nie miał gry — dlatego, że jego skład grał mecze bez niego i on wypadł z rotacji.
Oddałam komputer. Wiem, co to znaczy i wiem, co o tym powiedzą ludzie.
Próbowałam umowy: trzy godziny dziennie, nauka najpierw. Trzymał to przez dwa tygodnie.
Byłam z nim u psychologa. Dwa spotkania. Psycholog był dobry i powiedział coś, co mnie zaskoczyło: że to nie wygląda na uzależnienie w klasycznym sensie, że chłopiec ma cel, relacje i strukturę, i że problem jest w konflikcie celów, nie w patologii.
A konflikt celów oznacza, że ktoś musi wybrać.
I teraz to, po co piszę.
Jego ojciec, z którym jestem po rozwodzie od 2019, powiedział mi w listopadzie: "Może niech spróbuje."
I ja się na niego wkurzyłam i odłożyłam telefon, i od tego czasu myślę o tym codziennie, bo w tym jest coś, czego nie umiem odrzucić.
Bo ja mam czterdzieści jeden lat, mam licencjat, pracuję w biurze za pięć i pół tysiąca, i poszłam tą drogą, którą teraz wciskam swojemu dziecku — skończ szkołę, zdobądź papier, będziesz miał spokój.
I nie mam spokoju.
A on ma piętnaście lat i jedną rzecz, w której jest w czymś najwyższym jednym procencie, i okno na to zamyka się około dwudziestego roku życia, i ja to wiem, bo doczytałam.
Jest tu ktoś, czyje dziecko poszło w e-sport? Albo w sport, albo w muzykę — każda rzecz, gdzie się wybiera w wieku piętnastu lat? Co zrobiliście? I czy ktoś pozwolił i to się skończyło źle — bo tego też chcę usłyszeć, zanim coś zdecyduję.
Komentarze