Wiem, co ludzie odkładają na półkę przy kasie, i wiem to w zawsze tej samej kolejności.

Mam czterdzieści dwa lata. Jestem sprzedawcą-kasjerem w sklepie sieci, którą każdy zna, w mieście pięćdziesięciotysięcznym. Od 2019 roku jestem zastępcą kierownika sklepu.

Najpierw praca, bo ludzie myślą, że siedzę i skanuję.

Moja zmiana to osiem godzin i w tym czasie robię: kasę, wykładanie towaru, rotację daty, przyjęcie dostawy, piekarnię, i obsługę kolejki, która w szczycie ma dwanaście osób. Nie ma u nas podziału na stanowiska. Jedna osoba robi wszystko, i to jest model tej branży, i on jest wydajny.

Skanuję, w szczycie, między dwadzieścia a dwadzieścia osiem pozycji na minutę. To jest mierzone. Tak, to jest mierzone, i każdy kasjer w Polsce o tym wie, i to jest w wielu sieciach część oceny pracy.

Dostawa. Paleta z napojami waży tyle, ile waży, i ja ją rozkładam. Mam stwierdzoną dyskopatię od 2021 roku, i w naszym sklepie na dziewięć osób sześć ma coś z kręgosłupem albo z ramieniem.

A teraz to, po co to piszę.

Ja stoję przy kasie i widzę, co ludzie odkładają.

To jest bardzo konkretna rzecz i powtarza się co dzień. Człowiek podjeżdża z koszykiem, ja skanuję, kwota rośnie, i w pewnym momencie ten człowiek patrzy na wyświetlacz i mówi: "to proszę to zdjąć".

I ja wiem, co jest zdejmowane. Po jedenastu latach mam tę listę w głowie i jest zawsze taka sama, w tej kolejności: wędlina, potem ser, potem owoce, potem słodycz dla dziecka, potem mięso. Chleb nigdy. Mleko nigdy. Papierosy prawie nigdy, i to jest obserwacja, której nie lubię.

I ja wtedy robię jedną rzecz, której nauczyłam się sama i której nikt mi nie kazał: nie patrzę. Odkładam to na bok, bez komentarza, bez spojrzenia, i mówię kwotę. I jeśli za tą osobą ktoś westchnie, to patrzę na tego kogoś.

W zeszłym roku, w listopadzie, podeszła kobieta z dwójką dzieci i zabrakło jej czternaście złotych. I zdejmowała po kolei. I jej starszy syn, chyba siedmioletni, powiedział: "mamo, ja nie muszę".

Ja mam swoje czternaście złotych. Dołożyłam. Zrobiłam to raz w jedenastu latach, i nie dlatego, że innym razem nie chciałam, ale dlatego, że nie wolno i dlatego, że gdybym robiła to co tydzień, to przy tej pensji nie mam z czego, i dlatego, że dla tej kobiety to też nie było przyjemne — podziękowała i wyszła bardzo szybko.

I od tamtego dnia myślę o rzeczy, która mnie męczy: ja jestem na ostatnim metrze. Cała polityka, wszystkie programy, wszystkie ceny — one się kończą przy mojej kasie, w postaci kobiety, która zdejmuje wędlinę. I nie ma nic po mnie. Ja jestem końcem.

Ludziom w kolejce mam jedno do powiedzenia, i to jest jedyny apel, jaki mam po jedenastu latach: nie wzdychajcie. Osoba przed wami wie dokładnie, ile ma, i policzyła to w domu, i pomyliła się o czternaście złotych.

wyświetleń2 komentarzy0 reakcji0
Odpowiedz wpisem

Czy to brzmi jak Twoja historia?

Twoja historia też tu należy. Bez nazwy, bez e-maila, bez niczego, co wskazuje na Ciebie.

Napisz swoją historię

Komentarze

Nie opublikowano jeszcze żadnych komentarzy.
Twój komentarz pojawi się od razu.