Jest zdanie, które noszę od ośmiu lat i którego nigdy nie powiedziałem ojcu. Miał rację. Tylko tyle. Dwa słowa. Kiedy odchodziłem z domu, krzyczał, że zmarnuję to, co mi dali, a ja powiedziałem coś, czego nie powtórzę. Potem zmarnowałem cztery lata i wróciłem do punktu, z którego wyszedłem.
On nigdy o tym nie wspomniał. Przy każdym obiedzie podaje mi chleb i pyta o pracę. I ja za każdym razem prawie to mówię. Nie dlatego, że nie umiem. Dlatego, że wtedy wszystko inne, o czym też nie rozmawialiśmy, też musiałoby wyjść.
Komentarze